2013 - Happy New Year Fireworks

Kolejne cudowne święta już za nami i pora pomyśleć o życzeniach noworocznych. Mogłabym tak banalnie, zwyczajnie palnąć coś „stosownego”, ale wolałabym podzielić się swoimi fantazjami i nadziejami związanymi z medycyną ratunkową w Polsce. Ostatnio wiele rozmawiałam z lekarzami oraz studentami medycyny i ratownictwa medycznego… Cóż… Mam wrażenie, że dziedzina ta traktowana jest nieco po macoszemu. Wynika to chyba z braku konkretnej wizji po stronie zwolenników, oraz z pewnego stopnia intymidacji po stronie przeciwników. Dlatego też życzę wszystkim jej miłośnikom, aby rok 2013 był początkiem niesamowitej przygody i znaczących zmian ku lepszemu. Zwracam się tutaj przede wszystkim do studentów 6-tego roku medycyny i obecnych stażystów, aby nie rezygnowali z marzeń na rzecz innych „ustawionych” już specjalizacji! Naprawdę nie należy się obawiać, iż nie będzie się od kogo uczyć. W obecnej dobie „#FOAMed’u” akurat medycyna ratunkowa przoduje w udostępnianiu materiałów edukacyjnych przygotowywanych przez najbardziej utalentowanych nauczycieli z całego świata. Całkiem na serio czy też z humorem – każdy może znaleźć coś dla siebie. Wysoka jakość akademicka zapewniona, jako że blogi stały się nowym medium aktywności uczelnianej. „Publish or perish” zamienino w „podcast or perish”.

2013 - Happy New Year - Troche z Kopciuszka a troche z.... 1a

Wybaczcie, drodzy czytelnicy, tę noworoczną prowokację. Ostatnio stwierdziłam, iż ratunkowa ma w sobie coś z „kopciuszka” i z „kurtyzany” ;-). Piękna, dynamiczna, inteligentna, pociągająca… Nasze umiejętności w chwilach grozy, oraz opanowanie w sytuacjach, które innym mrożą krew w żyłach, wzbudzają pasję podziwu i płomień zazdrości. Zazdrośnicy krytyki nam nie szczędzą, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Gdy w SORach brakuje lekarzy o szerokiej ekspertyzie diagnostycznej, to pacjenci ganiają od Annasza do Kajfasza i nic z tego nie wynika. Nasze szóste zmysły i umiejętności w wyczuwaniu pisma nosem są po prostu niezbędne. Od razu przyznaję, iż ochoczo chylę czoła przed wszelkimi specjalistami przejmującymi opiekę nad chorym z wyklarowaną sytuacją. Bez wahania odsyłam wyrostki to chirurga, STEMI do kardiologa interwencyjnego czy też udary niedokrwienne do neurologa. Niemniej jednak z pełnym przekonaniem twierdzę, że współczesna rozparcelowana medycyna bez porządnego SORu i wykształconych specjalistów klinicznej medycyny ratunkowej, żadnego sensu nie ma. Pisząc o porządnych SORach wcale nie mam na myśli topienia pieniędzy w bardzo kosztownych urządzeniach. Zorganizowany zespół, zintegrowana opieka przedszpitalna, zgrana komunikacja na linii karetka-SOR, podstawowe laboratorium analityczne i szeroko rozeznany lekarz z pasją do głowicy ultrasonograficznej to podstawy sukcesu. Z całym szacunkiem, ale na codzień obserwuję rezydentów z innych dziedzin odbywających staże w naszym ER. Przyszli chirurdzy, ortopedzi, urolodzy, interniści, pediatrzy, neurolodzy, lekarze rodzinni… Długo by tu jeszcze wymieniać! Wszyscy z przerażeniem w oczach ciągną nas za rękaw w przypadku obrażeń wielonarządowych czy tzw. „crashing patients”. O drobnostkach takich jak przyszły pediatra kontra zapalenie płuc u seniora, tudzież przyszły ortopeda kontra krwawienie w pierwszym trymestrze ciąży to już nawet nie wspomnę.

Podczas gdy wielu specjalistom „w tym wszystkim gdzieś zgubił się człowiek”, nasze działania opierają się na myśleniu objawowym w kontekście całego pacjenta. Nietuzinkowe pomysły i „thinking outside the box” – to właśnie ratuje życie wielu ludziom! Prawdą jest, iż laury najczęściej zbierają specjaliści, ale niezłej dawki adrenaliny i najbardziej bezpośrednich układów koleżeńskich nikt nam nie odbierze!

To co?! 2013 rokiem medycyny ratunkowej?