05/12/2013

Milowymi krokami zbliża się koniec mojej rezydentury z medycyny ratunkowej w krainie Jankesów. Byle się komuś nie wydawało, że latka przeleciały jak bajka pt. „ER”. Amerykański sen to model typu:

80 godzin/tydzień x 49 tygodni/rok x 3 lata = 11760 godzin specjalizacyjnych

Gdy sobie pomyślę, iż system europejski przewiduje:

48 godzin/tydzień x 48 tygodni/rok x 5 lat = 11520 godzin specjalizacyjnych

to prawdę mówiąc zaczynam się zastanawiać jakim cudem dałam się wrobić w jawne niewolnictwo? Określenia „rezydent” lub też „house staff” nie powstały przecież przypadkiem. Jak by na to nie patrzeć, często gęsto rezyduje tudzież mieszka się w szpitalu ;-).

MERITUS

Ale co tam Hameryka! Z założenia miało być o kochanym kraju nad Wisłą. Otóż kilka tygodni temu po gorącej debacie na temat specjalizacji z medycyny ratunkowej w Polsce, moja droga koleżanka Gabi, przesłała mi fragmenty wpisu, który znalazła na forum RATMED. Niestety nie znam autora, ale pozwolę sobie zacytować:

„Powody braku zainteresowania medycyną ratunkową:

  1. Brak szacunku społeczeństwa.
  2. Brak szacunku w środowisku lekarskim, kozakiem jesteś w karetce i na SORZe ale tylko do czasu pojawienia się zespołu specjalistycznego.
  3. Rzadko kiedy ktoś Ci podziękuje, jesteś tylko pomostem do specjalisty w trybie nagłym.
  4. Ambitny lekarz uczy się te 12 lat żeby być jak najlepszym specjalistą, możesz być najlepszym specjalistą w kraju z ratownictwa medycznego, a i tak w środowisku lekarskim nie będziesz miał prawa głosu w żadnej z lekarskich specjalności i w żadnej z poważnych dyskusji.
  5. Brak możliwości doskonalenia zawodowego.
  6. Brak możliwości wykonywania bardziej zaawansowanych zabiegów.
  7. Problem wypalenia zawodowego”.

Nic tylko wołać gromu ażeby nas dobił? A kto by tam takich głupstw narobił?

Mam wrażenie, iż znowu biję FOAM (tzn pianę)! Kliniczna medycyna ratunkowa i ratownictwo medyczne to nie to samo! Z pewnością wspólne korzenie są dość silne i codzienna interakcja znacząca, ale znaku równości postawić się nie da i nie powinno. Działalność lekarza w szpitalnym oddziale ratunkowym nie ogranicza się do czynności ratowniczych oraz wzywania specjalistów na konsultacje.

Tylko mi się tu zaraz proszę nie obrażać, bo pozwolę sobie na odrobinę humoru i zapytam po co Kolega Chirurg w operacjach sobie przeszkadza, i do każdego bólu brzucha na SOR przychodzi? Przecież jak będzie co do zoperowania to od razu na konsultację się poprosi… Do „macania brzuchów” USG dużo lepiej się nadaje, bo widać czarno na białym czy to ślepa kicha szwankuje, czy też woreczek nawala… O proszę – a Kolega szanowny Kardiolog – jak miło, ale czy przypadkiem nie ma tam czegoś pilniejszego do roboty? Jakie stenty czy stress testy nie czekają? Te kreskówki na papierze milimetrowym – gdzie tam poważnemu kardiologowi o takie głupstwa kijem Wisłę zawracać? Kolega Urolog!!! Panie kochany, urojonymi kamieniami nerkowymi głowy sobie proszę nie zaprzątać – sami co zaradzimy! I tak by można o każdym zażartować…

MERITUS

Dużo by tu gadać… Jak mawia Joe Lex – podczas gdy inni owijają się w kokony coraz to węższych subspecjalizacji, lekarze medycyny ratunkowej na całym świecie poszerzają horyzonty swojej działalności. I tak też powinno być w Polsce. W 21-szym wieku: „specialist = PARTIALIST”, zgodnie z tym co zasłyszałam na #ACEP13. I po co tu sobie wzajemnie w paradę wchodzić jak można razem w symbiozie?

W Polsce jest ponad 100 szpitali uprawnionych do prowadzenia specjalizacji z medycyny ratunkowej… A może by tak tropem latających Holendrów? Zmałpowali kilka chwytów ninja od Jankesów i przykładowo w Rotterdamie już działa program rezydencki z prawdziwego zdarzenia. Od czegoś trzeba zacząć, a skoro u kowbojów wrażeń wbród, na ichniejszych błędach i porażkach całkiem sporo da się nauczyć. Chociażby w ramach eksperymentu naukowego – ku czci nauki nikt się nie pokusi? Mnie aż swędzi, żeby w takim progresie palce a nawet całe łapy po łokcie maczać!

Możliwości rozwoju zawodowego w medycynie ratunkowej są ogromne. Zapraszam do odwiedzenia strony SAEM (Society for Academic Emergency Medicine) celem zapoznania się z potencjałem naszej specjalności. Tego typu rozwiązania nie są jeszcze w Polsce dostępne, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby do takowych ulepszeń, a może nawet i bardziej sensownych rozwiązań dążyć. Nie od razu Rzym zbudowano.

MERITUS

Na dobry początek chciałabym tutaj stworzyć taki centralny rejestr z linkami do różnych szpitali oraz Waszymi szczerymi (i baaaaaardzo proszę cenzuralnymi) opiniami na temat danych miejsc (anonim = OK). SORom też się damy zareklamować pod względem dydaktycznym… Piszta proszę!!!!!!